godz: 18:24 data: 2012.05.16
How will I know

There's a boy I know, he's the one I dream of
Looks into my eyes, takes me to the clouds above
Ooh I lose control, can't seem to get enough
When I wake from dreaming, tell me is it really love

How will I know (Don't trust your feelings)
How will I know
How will I know (Love can be deceiving)

How will I know
How will I know if he really loves me
I say a prayer with every heart beat
I fall in love whenever we meet
I'm asking you what you know about these things
How will I know if he's thinking of me
I try to phone but I'm too shy (can't speak)
Falling in love is all bitter sweet
This love is strong why do I feel weak

Oh, wake me, I'm shaking, wish I had you near me now
Said there's no mistaking, what I feel is really love

Komentuj(0)


godz: 22:51 data: 2012.05.15
It's not over before it's too late

Jeśli tego nie zrobię będę żałować, że kolejny raz stchórzyłam i bez sensu czekałam na faceta, który kompletnie nie jest zainteresowany.
Jeżeli zrobię, to będę żałować, że w ogóle to zrobiłam. Bo przecież pobudki są robaczywe.
Więc co mam zrobić, żeby mieć czyste sumienie i spokojną głowę?
I jak mam się przekonać o co mi chodzi? Bo przecież to, że się uśmiecham gdy widzę jego numer na wyświetlaczu telefonu, nic nie znaczy. Prawda? I jak się przekonać, czy jemu w ogóle zależy?

Bo co ja mam powiedzieć. Mam te swoje 20+ i kilka związków na koncie, a dalej jestem jak dziecko we mgle. Kompletnie nie ograniam relacji damsko-męskich. Właśnie sobie uświadomiłam, że nigdy nawet nie byłam na prawdziwej randce. Tak, żeby wszystko było po kolei. U mnie jest zawsze od dupy strony. A potem się komplikuje jeszcze bardziej. O ile to w ogóle możliwe.

I co ja mam biedna zrobić? Przecież to tylko S. Albo aż S.?

Komentuj(0)


godz: 20:43 data: 2012.05.14
Chyba ogarniam... albo jednak nie

Przemyślałam sobie wszytko. To strach. Przed odpowiedzialnością, zobowiązaniami, stagnacją. Nie chcę być uzależniona od kogokolwiek. Chcę mieć świadomość, że mogę iść na imprezę z P. i świetnie się bawić, pojechać na koncert z L., albo przegadać pół wieczoru z S. Albo po prostu spędzić wieczór z przyjaciółkami bez świadomości, że jestem zależna od kogokolwiek.
Tylko z czego to wynika? Z tego, że M. w sumie mi się nie podoba i dlatego tak uparcie się bronię? Więc, czy robi to ze mnie sukę, że umówiłam się z nim tylko po to, żeby odegrać się na A.? Bo przecież jak twierdzi moja G., czemu rezygnować z darmowego wyjścia na miasto, tylko dlatego, że facet jednak nie jest tym wymarzonym? I czy jestem podła zastanawiając się ile razy powinnam się z nim umówić zanim będę mogła z czystym sumieniem zakończyć znajomość? Tak, żebym mogła z szacunkiem dla siebie spojrzeć w lustro?

A może po prostu chodzi o to, że coraz bardziej podoba mi się szczery uśmiech S. i te radosne iskierki w jego niebieskich oczach gdy na mnie patrzy.

Komentuj(0)


godz: 15:09 data: 2012.05.13
komplikacje, znowu

Znowu namieszałam. W swoim życiu, sercu i głowie. Bo nie byłabym sobą gdybym czegoś nie odwaliła.
Nawet nie wiem co napisać, mam kompletny mętlik w głowie. Bo przecież było bardzo miło. A potem wytrzeźwiałam :P
A teraz on się stara, a ja mam ochotę uciekać. Bo przecież to nie jest normalne, żeby na perspektywę spotkania z fajnym facetem reagować : o kurwa, ja tam wcale nie chcę iść, wolę zostać ze znajomymi.
I w czym jest problem? W tym, że pomimo, że przeszło mi z P. to dalej uważam go za fajnego faceta i wolę jego towarzystwo od kogoś kto jest po prostu nudny? Czy w tym, że najchętniej znalazłabym się gdzieś daleko z S., bo przy nim czuję tak bezpiecznie jak z nikim innym?
I co ja mam z tym nieszczęsnym M. zrobić? Przestać komplikować i po prostu się z nim umówić? Bo może zaiskrzy? A jeżeli nie?

Komentuj(0)


godz: 23:42 data: 2012.05.6
Odetchnąć

Wróciłam do rzeczywstości, szarej, miejskiej. A szkoda, bo ostatnie kilka dni były jednymi z najlepszych w ciągu ostatnich dwóch lat. Dawno tak dobrze się nie bawiłam, dawno tak nie odpoczęłam i tak się nie zrelaksowałam.
A gdy uświadomiłam sobie, jak mi jest dobrze, zastanowiłam się nad przyczyną. I znalazłam. Brak A. Brak potrzeby bycia niańką, przejmowania się, podnoszenia ciśnienia, spierania o każdą bzdurę i kłótni o jego zachowania, które jest dla mnie poniżej krytyki i niedopuszczalne. Ludzie, z którymi spędziłam ostatnich kilka dni są samodzielni, rozsądni, inteligentni, mają zainterowania i poczucie humoru. A ja się czułam naturalnie, na miejscu. Bez zamartwiania się, że ktoś będzie mnie oceniał przez pryzmat tego kretyna. Bez spinania, że muszę być lepsza niż jestem, bo ktoś musi ten, pożal się borze, związek trzymać w kupie. Co oczywiście kończyło się tragicznie, a ja z każdych wakacji wracałam jeszcze bardziej zmęczona. Tym razem, pierwszy raz od kilku lat nie chciałam wracać do domu.
Już zapomniałam jak fajne jest uczucie, że dookoła wszystko płynie swoim rytmem, a ja nie muszę nic kontrolować. I nic złego się nie dzieje, świat się nia zawali. A dookoła jest spokój. I wreszcie mogę złapać głęboki oddech. Nie po to, żeby krzyczeć z niemocy, a po prostu odetchnąć z ulgą i uśmiechać się. Bo przecież w końcu muszą nadejść lepsze dni.

Komentuj(0)


godz: 23:31 data: 2012.05.6
"I nie chcę nic widzieć i nie chcę nic słyszeć"

Pogubiłam się jeszcze bardziej. O ile to w ogóle było możliwe.
I nie wiem już co mam myśleć, co czuć i co robić.
To nie ma sensu. Moje zachowanie, moja głowa, moje życie.
Bo jak to wyjaśnić? Z jednej strony wiem, że nie chcę, nie zależy mi i w sumie to cieszyłbym się, gdyby sytuacja się kompletnie nie zmieniła.
A z drugiej? Myślę sobie, co by było gdyby. I czy warto ryzykować?
A co, jeśli to wszystko jest tylko w mojej głowie? Uroiłam sobie coś, co nie ma kompletnie poparcia w rzeczywistości. Bo przecież może tak być. Prawie na pewno jest.
Jestem beznadziejna. Nieprzystosowana. Aspołeczna. A może po prsotu dotąd niezdiagnozowana?


Plan na najbliższe dni:
Nic nie zmieniać
Ogarnąć się.
Nie nadinterpretować.
Pozwolić biec sprawom we własnym tempie.
Przestać tyle myśleć, bo mi za chwilę para z uszu pójdzie, a mózg eksploduje.

Wykonać.

Komentuj(0)


godz: 22:51 data: 2012.04.10
Zaklęta w marmur

"Zaklęta w marmur czekam na kolejną burzę, chłodny wiatr
Zaklęta w marmur czekam aż znów ktoś mnie zbudzi, cofnie czas
Zaklęta w marmur płaczę tak samotna wśród błękitnych skał
Zaklęta w marmur klęczę w mokrej ziemi"


Ktoś kiedyś powiedział, że ten tekst to książkowy opis depresji Anji. Może. Ale za to jaki piękny opis.

A ja się właśnie chwilami tak czuje. Jak śpiąca królewna, która czeka, aż książe wybudzi ją ze zbyt długiego snu. Z koszmaru, który powtarza się wciąż od nowa. Uwolni od poczucia straconego czasu i utraconych szans. Uświadomi, że świat to nie tylko sny. Że marzenia mają szansę się spełnić. Że warto walczyć. I nawet jeśli chwilami dużo kosztuje mnie wiara w to, że będzie lepiej, to nie chcę się poddawać.

"Kiedy kochasz, to dusza nie śpi
Kiedy kochasz, to wiesz, że żyjesz"

Nie kocham. Pierwszy raz od kilkunastu lat. Dziwne uczucie. I kompletna pustka w sercu. I strach, że zostanę samotna, płacząc wśród błękitnych skał.

Tylko na jak długo wystarczy mi sił? Wiary, że lody pękną, mgłą opadnie, a ja zatańczę z Nim wśród burzy. Zamin moje serce zapomni bić.

Chyba, że już za późno

"Pragnienia, które cicho zgasło
Ogniska, które rozwiał wiatr
Już nie rozpali nic"

"I tańczę wśród snów i tańczę wśród łez
Już chyba nie ma, nie ma mnie"

Komentuj(0)


godz: 00:25 data: 2012.02.29
Trochę o mnie

Już przetrwawiłam, doszłam do wniosku, że mi to wisi. Tylko jeszcze nie wiem, jak zareaguję w przypadku bezpośredniej konfrontacji, gdy będę musiała spojrzeć mu w oczy. Ale będzie dobrze, prawda? Zresztą, szczerze mówiąc, to nawet nie mam czasu się nad tym dłużej zastanawiać. Jest tyle innych rzeczy do zrobienia.

A na razie porządkuję. Zapisuję listy rzeczy do zrobienia, szukam celu w życiu, idealnej równowagi pomiędzy tym co ważne, a tym co przyjemne, tym czego chcę, a co muszę. Próbuję oderwać się od złych myśli, przestać żałować czego nie mogę dostać, a cieszyć się z tego co mam. Bo chyba powinnam. I nie dopuszczać do siebie strachu, że to wszystko się skończy.
Pracuję nad sobą, szukam pozytywnych stron, jestem optymistką, przynajmniej staram się być. Nie przejmuję się wszystkim aż tak bardzo, tylko troszeczkę. Panuję nad emocjami, zazwyczaj. Powstrzymuję się od gniewu, nie dopuszczam do wybuchów złości, prawie się udaje. Ale i tak robię postępy. Obecny spokój wewnętrzny jest dużym osiągnięciem, po całkowitym rozstrojeniu nerwowym w trakcie toksycznego związku z A.

Jestem neurotyczna. Boję się ludzi, nie cierpię dotyku. Jestem nieśmiała. Mam swoje rytuały, nie lubię gdy coś mi je burzy. Porządkuję wszystko, bo nie umiem myśleć w chaosie. Chaos mnie niepokoi. Zwłaszcza chaos w mojej głowie. A pisanie pomaga. Układa wszytko, pozwala przemyśleć i zastanowić się nad sobą. A gdy wracam do starych zapisków, to czuję ile emocji zostało zamienionych na bajty i zakodowanych w ASCII.
Jestem bałaganiarą. Robię wszystko na ostatnią chwilę. Jestem ambitna do przesady i dążę do perfekcji w każdej dziedzinie. Tylko, że brakuje mi zapału do doprowadzenia planów do końca. Jestem przywódcą, umiem zarządzać ludźmi. Lubię decydować i mieć ostatnie słowo. Pod warunkiem, że nie muszę podejmować trudnych i niewygodnych decyzji.

Jedna wielka sprzeczność. Może najwyższy czas pogodzić się z tym, jaka jestem i po prostu żyć? Bo w końcu kto jest normalny, w tym szalonym świecie?

Komentuj(0)


godz: 23:08 data: 2012.02.24
Poprawka

Właśnie świat mi się zawalił . Prosto na łeb. Mam za swoje. Po co mi to było?
Przecież w głębi serca wiedziałam, że on sobie kogoś znajdzie, to czemu tak bardzo mnie to trzepnęło?
Chcę już lipiec, proszę.

Komentuj(0)


godz: 22:56 data: 2012.02.24
Wesoło mi

Cuda jednak się zdarzają.
Bo czym innym wytłumaczyć to, że nie tylko zdążyłam, ale też osiągnęłam zamierzony cel? Chociaż było to prawie niemożliwe. Czyli lepiej być nie mogło.
I do tego, jeszcz ta druga kwestia, o której aż boję się myśleć. Bo co będzie jak sobie nie poradzę? Poszłam na żywioł, zaryzykowałam, kompletne szaleństwo. Podjęłam odważną decyzję, teraz czeka mnie dużo pracy, żeby się udało. Ale jeżeli się uda, to będzie najlepszy rok w moim życiu. Akademicki rok.
Zresztą, od kiedy nie ma w moim życiu A. to jakoś tak świat nabrał barw, kolory są bardziej nasycone, a ja pełna energii i pozytywnego myślenia jak nigdy. Mogę być wręcz przykładem szczęśliwego singla, który wcale nie musi dążyć do stabilizacji i stałego związku, żeby osiągnąć wewnętrzną harmonię i czerpać z życia pełnymi garściami.

A jeśli o byciu singlem mowa, co to ja pisałam, że jeżeli zdaży się cud, to i z P. sobie poradzę? Ale cud był podwójny, nawet ten drugi był jeszcze bardziej niemożliwy w realizacji. Czyli tym bardziej sobie poradzę? A może po prostu dam spokój, bo w obliczu wszystkich innych planów, P. jest tak nieistotny. A widywać się za często też nie będziemy, więc nawet nie będzie mi żal. Chyba.

Komentuj(0)


O mnie

Co tu dużo mówić.
Ja i moje zmagania ze światem.

Layout

Wykonała Inez ©
Szablony.Blogowicz.info
Blog & dodatki na bloga